Co naprawdę decyduje o cenie lekcji angielskiego
Najwięcej waży doświadczenie, i nie bez powodu. Lektor z kilkuset lekcjami na koncie spotkał się już z Twoim problemem, wie mniej więcej, ile czasu zajmie jego rozwiązanie, i nie potrzebuje trzech zajęć, żeby ustalić, co jest nie tak. Lektor, który dopiero zbiera pierwsze opinie, zwykle wycenia się wyraźnie niżej, a przy zwykłych konwersacjach albo systematycznej pracy nad przejściem z A2 na B1 bywa to bardzo opłacalny wybór. Na górnej półce dopłacasz za trafną diagnozę i tempo, a nie za lepszy akcent.
Na stawkę wpływa też to, czy uczy native speaker, czy dwujęzyczny lektor. W Polsce lekcje z native speakerem są według zestawień rynkowych wyraźnie droższe niż z lektorem mówiącym po polsku, ale wynika to z popytu, a nie z jakości nauczania. Zanim dopłacisz, zastanów się, kogo naprawdę potrzebujesz: poniżej B1 wyjaśnienia w Twoim języku często dają więcej postępów w ciągu godziny niż akcent native speakera.
Trzeci czynnik to specjalizacja. Przygotowanie kogoś do matury rozszerzonej, do IELTS albo do rozmowy o awans po angielsku to inna praca niż swobodne konwersacje. Trzeba znać format egzaminu albo realia branży, sprawdzać prace pisemne między lekcjami i planować naukę, licząc wstecz od konkretnej daty, co odbija się na cenie. Płacenie stawki specjalisty za luźną pogawędkę to po prostu drogi sposób na pogawędkę.
Na koniec długość zajęć. Stawki podaje się za godzinę, ale lekcja nie musi trwać godziny. Lekcja 45-minutowa kosztuje proporcjonalnie mniej niż 60-minutowa, a wielu dorosłym daje też więcej, bo szybciej kończy się koncentracja niż budżet. O postępach decyduje częstotliwość, więc dwie krótsze lekcje w tygodniu zwykle dają więcej niż jedna długa.
- Doświadczenie: płacisz za szybszą diagnozę, nie za lepszy akcent.
- Native speaker czy lektor dwujęzyczny: realna różnica w stawce.
- Specjalizacja: przygotowanie do egzaminów i angielski zawodowy kosztują więcej, i słusznie.